Tragedia, która rozegrała się w sobotnie popołudnie pod Rzeszowem, na długo zapisze się w pamięci mieszkańców Cierpisza. Nie był to zwykły wypadek. To dramatyczny zbieg niepokojących sygnałów, ekstremalnie trudnych warunków atmosferycznych i brutalnej siły uderzenia, która natychmiast odebrała życie dwóm osobom. Śmigłowiec Robinson R44 II, należący do prywatnego właściciela, runął na zalesiony teren w pobliżu zabytkowej wieży św. Magdaleny.
Około godziny 15.50 służby ratunkowe zostały postawione w stan gotowości. Mimo szybkiego zgłoszenia, dotarcie na miejsce katastrofy okazało się walką z żywiołem – gęstą mgłą, ograniczającą widoczność do zaledwie 200 metrów, oraz błotnistym, niedostępnym terenem leśnym.
Starszy kapitan Jan Czerwonka, rzecznik Komendanta Miejskiego PSP w Rzeszowie, potwierdził, że strażacy musieli użyć specjalistycznych quadów, aby przedrzeć się przez trudny obszar.
Gdy ratownicy dotarli do wraku, ogień, który wybuchł po impakcie, był już opanowany, ale widok maszyny mówił sam za siebie: nikt z dwóch mężczyzn znajdujących się na pokładzie nie miał szans na przeżycie.
Śledztwo w Kłębach Mgły: Co zwiastowało katastrofę?
Kluczowe dla śledztwa, prowadzonego obecnie pod nadzorem prokuratury i Państwowej Komisji ds. Badania Wypadków Lotniczych, są relacje świadków. To właśnie one rzucają mroczny cień na standardowy przebieg lotu.
Maszyna, której ostatnia pozycja zarejestrowana na wschód od Rzeszowa była daleka od docelowego kursu na południe, najwyraźniej zmagała się z problemami na długo przed tragicznym finałem.
Mieszkańcy okolicznych miejscowości, m.in. Kamienicy Górnej i Brzostku, opisują manewry maszyny jako "dziwne", "nietypowe" i "niespokojne".
-
Kamienica Górna (przed 15:00): Świadek odnotował, że śmigłowiec „zatoczył dwa kółka nad koronami drzew, tak jakby szukał miejsca do lądowania”.
-
Wola Zgłobieńska: Maszyna przemieszczała się „dziwnie nisko i niespokojnie”.
-
Brzostek (około 15:30): Relacje mówią o niskim locie i „kilku małych okrążeniach”, po których śmigłowiec skierował się w stronę Rzeszowa.
Ten „taniec śmierci” w powietrzu, odbywający się w warunkach ekstremalnie słabej widoczności, stawia zasadnicze pytanie: Czy załoga walczyła o bezpieczne lądowanie, a mgła była jedynie gwoździem do trumny, czy też kryją się za tym błędy techniczne lub pilotów?
🚨 Batalia w Terenie: Terytorialsi w Akcji
Skala katastrofy wymagała zaangażowania szerokiego wachlarza sił. Na miejscu tragedii, obok 50 strażaków z 15 zastępów (w tym z Rzeszowa i powiatu łańcuckiego), pracują żołnierze 3 Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej (3 PBOT). Ich głównym zadaniem jest zabezpieczenie terenu i, co budzi największy niepokój, dokładne przeczesywanie lasu w poszukiwaniu ewentualnych kolejnych ofiar.
Intensywność pracy terytorialsów podkreśla trudność terenu.
„Pomogliśmy zespołowi ratownictwa medycznego, który ugrzązł w terenie. Bardzo ciężko jest się do niego dostać” – relacjonował starszy szeregowy specjalista Wojciech Peszko z 3 PBOT, dodając, że ekipa z ciężkim sprzętem będzie działać na miejscu przez całą noc i najprawdopodobniej przyjedzie kolejna zmiana na cały następny dzień.
Tymczasem ekipa dochodzeniowo-śledcza, pracująca ramię w ramię z prokuratorem, pieczołowicie zabezpiecza każdy skrawek dowodów i śladów, aby odtworzyć ostatnie minuty feralnego lotu. Wraki spalonego Robinsona R44 II, jego parametry lotu oraz sekwencja wydarzeń zrelacjonowanych przez świadków to elementy, które mają złożyć się na pełny obraz tej podkarpackiej tragedii.
📝 Komentarz Redakcji Bazowo
Katastrofa w Cierpiszu to mroczny spektakl, w którym głównymi aktorami były gęsta mgła i fatalne decyzje podjęte w powietrzu. Dwie ofiary śmiertelne to cena, jaką zapłacono za podjęcie ryzyka w warunkach, gdzie widoczność była bliska zeru. Relacje o „dziwnych manewrach” i próbach lądowania rzucają cień na standardy bezpieczeństwa i wskazują na desperacką walkę załogi z maszyną i warunkami.
Z naszej reporterskiej perspektywy kluczowe jest nie tylko ustalenie technicznej przyczyny upadku, ale także weryfikacja, dlaczego prywatna maszyna w ogóle znalazła się w tym rejonie przy tak alarmujących prognozach pogodowych. Walka służb, zwłaszcza Terytorialsów, z błotem i mrokiem, symbolizuje heroizm, ale i bezwzględność terenu, w którym rozegrał się ten dramat. Mamy nadzieję, że prokuratura i PKBWL dogłębnie zbadają, czy mgła była jedynym, czy tylko ostatnim z szeregu czynników prowadzących do tej tragedii.
Źródło: Fakt