Warszawa, Polska – Blanka Lipińska udowadnia, że jest mistrzynią wywoływania kontrowersji. Po tym, jak wyśmiała właścicieli psów składających życzenia swoim pupilom, nazywając ich "zdrowo je*niętymi", pisarka postanowiła dolać oliwy do ognia. W serii bezlitosnych i kpiących wpisów Lipińska uderzyła w internautów, którzy ją skrytykowali.
Wulgarny atak i drwiny
Zamiast przeprosić, Lipińska w typowym dla siebie stylu odpaliła. W kolejnych postach na Instagramie skierowała do hejterów ostry komunikat.
"Wybaczcie jeśli boli Was fakt, że mnie śmieszy składanie życzeń psu na insta, ja jestem stara. Za moich czasów psy były w budzie... Ewentualnie w przedpokoju" – napisała Lipińska, dając do zrozumienia, że nie ma zamiaru zmieniać zdania.
To jednak nie był koniec. Celebrytka podziękowała krytykantom za "oszałamiające statystyki" na swoim profilu, a następnie zaatakowała ich w jeszcze bardziej wulgarny sposób. Porównała ich do ludzi z dawnych lat, którzy nie mieli dostępu do internetu, ale za to potrafili rozmawiać "twarzą w twarz".
"Za moich czasów... jedyne co wam pozostaje to skonstruowanie wehikułu czasu... tam będzie trzeba twarzą w twarz, więc wątpię byście udźwignęli. Za krótcy jesteście" – kpiła pisarka.
Celowa prowokacja?
Wiedząc, że wywołała burzę, Blanka Lipińska poszła o krok dalej. W nagraniu pokazała, jak żartuje z "afery", zapowiadając, że jedzie kupić psa, aby "afera była jeszcze grubsza". Zaczęła też zamieszczać zdjęcia psów w budach, sarkastycznie komentując, że "może porozmawiajcie z nimi, czy nie wolałyby chodzić", a następnie z ironią dodała, aby "napisali do nich na insta".
Wszystko wskazuje na to, że Blanka Lipińska doskonale wie, jak podgrzewać atmosferę w sieci i czerpać z tego korzyści, niezależnie od tego, jak oburzające są jej słowa.